Urlop – czas nadprogramowych kilogramów – czy można tego uniknąć?

Urlop – czas nadprogramowych kilogramów – czy można tego uniknąć?

Ostatnio spędziłam długi weekend na wyjeździe. Razem z gronem przyjaciół wybraliśmy się do Sopotu. Sopot to tętniące życiem miasto, w którym pokus nie trzeba szukać. Lodziarnie, pijalnie czekolady, restauracje i smażalnie ryb, to miejsca, których w nadmorskich kurortach najwięcej. Czy taka wizyta wiąże się z przywiezieniem ze sobą zbędnych kilogramów? Czy można odpoczywać, jeść i wrócić z formą jak sprzed wyjazdu? Można!

Telewizyjne slogany o nadprogramowych kilogramach zebranych w ciągu świąt, wakacji czy różnych uroczystości obfitujących w większe ilości jedzenia, na stałe zakorzeniły się w naszej psychice. Wiele osób wraca z wojaży, staje na wadze i widzi, że waga wzrosła.

To normalne!

Jeśli na co dzień Twoja dieta jest usystematyzowana, każde większe odstępstwo od przyjętych reguł będzie się wiązało z nadprogramowymi kilogramami. Nie dlatego, że po jednym hamburgerze nagle wszystko odłoży się w tkance tłuszczowej, ale dlatego, że Twój organizm obciążony nadmierną ilością kilokalorii zacznie „zbierać” większą ilość wody.

To zjawisko jest naturalne. Woda uczestniczy w trawieniu i przemianach metabolicznych. Logiczne jest, że jeśli zjadłaś/eś za dużo, organizm potrzebuje tej wody więcej. Często tak jest, że po dużym obżarstwie czujemy się ociężali i opuchnięci. To właśnie objaw zatrzymania wody. Nie musisz się go obawiać (jeśli wiąże się z tym co napisałam wcześniej, a nie z zaburzeniami zdrowotnymi). Jeśli po powrocie wrócisz na właściwe tory waga wróci do normy.

Nie jest jednak tak, że kiedy wyjeżdżasz czas się zatrzymuje i od początku do końca wyjazdu możesz sobie pozwalać na co tylko chcesz. Jednak odpoczynek ma się wiązać z przyjemnościami, więc też nie musisz biegać po plaży z pojemnikami na jedzenie. Ważne jest, żeby zachować umiar.

Jeśli zadbasz o podstawy, efekt będzie znakomity.

Zacznij od wartościowego, obfitego w białko i tłuszcz, śniadania. Taki posiłek zapewni Ci sytość na długie godziny. Nawet jeśli będzie miał dużo kalorii, nie szkodzi. Jeśli Twoje ciało niedługo po przebudzeniu otrzyma sporą dawkę właściwego paliwa, w późniejszej porze dnia, nie będzie potrzebowało go aż tak dużo. Ja na wyjazdach stawiam głównie na jajecznicę. Syci mnie najdłużej i jest osiągalna w każdym hotelu. Dodaję do niej boczek i zjadam z ogromną ilością warzyw. Taki posiłek potrafi mnie zasycić nawet na 6 – 7 godzin.

Ruszaj się jak najwięcej.

Podczas czterech dni nad morzem przebiegłam blisko 20 kilometrów i przejechałam na rowerze ponad trzydzieści. Jak na tak krótki czas, to na prawdę dużo. Trójmiasto ma najlepszą ścieżkę rowerową jaką do tej pory udało mi się zeksplorować. Zaczyna się w Gdyni a kończy w Gdańsku. Jest cudowna! Skorzystałam z niej w pełnym zakresie, część przebiegłam a resztę pokonałam na rowerze. Dzięki takiej aktywności zachowałam swój bilans kaloryczny na bardzo przyzwoitym poziomie. Mimo, że w trakcie tych paru dni pokosztowałam wszystkich dobrodziejstw, na które miała ochotę. Pizza, lody, gorąca czekolada czy smażona rybka.

Wybieraj dobrze.

Wyjazd to czas, kiedy nie chcemy trzymać diety na 100%. Chcemy odpocząć. Ja też. Stawiając na relax nie mam ochoty liczyć kilokalorii i wszystkiego sobie odmawiać. Jednak odżywianie to nie tylko kalorie. Najważniejsza jest jakość. Jak już pewnie zauważyłaś/eś jestem zwolennikiem zdroworozsądkowego podejścia do odżywiania. Dlatego uważam, że wybieranie produktów wartościowych to właśnie zdrowy rozsądek. To jedyna zasada zdrowego odżywiania, od której staram się nie odbiegać nawet na wyjazdach. Trzymam się jej ściśle każdego dnia. Jak już jem to chcę, żeby mój organizm „coś” z tego miał.
Nie ściemniam w tym temacie. Nawet kiedy chcę sobie pozwolić na przyjemności w postaci słodyczy czy fastfoodów, staram się, aby były jak najbardziej wartościowe. Wybieram lody robione metodą tradycyjną (na śmietanie), nawet jeśli kosztują trzy razy więcej. Kiedy decyduję się na pizze, szukam włoskiej restauracji, w której zjem margheritte z sosem z prawdziwych pomidorów i mozzarellą, a kiedy mam ochotę na słodki napój, stawiam na sok wyciskany ze świeżych owoców.
Wróciłam z wyjazdu zachwycona, nie tylko miejscem. Kiedy po dwóch dniach od powrotu stanęłam na wadze, ona wciąż wskazywała tyle samo. To dla mnie ważne. Kiedy w głowie podsumowałam wyjazd nie miałam sobie „nic do zarzucenia”. Mimo, że pozwalałam sobie na dużo cheatów, mogę powiedzieć, że moje żywienie było „czyste”.

Kiedy pilnujesz swojego żywienia i stawiasz na jakość, możesz sobie pozwalać na co chcesz. Oczywiście umiar nie jest tu bez znaczenia. Każda przesada w Twoim życiu będzie miała negatywne skutki. Kieruj się po prostu rozumem. Na wyjazdach i tak sporo się ruszamy. Spacerujemy, jeździmy na rowerze, czasem nawet więcej niż w domu. Całymi dniami biegamy za dzieciakami albo korzystamy z basenu. Nie unikaj tego, im więcej tym lepiej!

Urlop nie jest od tego, żeby się zamartwiać. Wyjeżdżasz po to, żeby naładować baterie, a nie po to, żeby po powrocie mieć nowe zmartwienie w postaci dodatkowych kilogramów.
I jeszcze jedno!
Nie wskakuj na wagę jeszcze przed rozpakowaniem walizek. Daj swojemu metabolizmowi chwilę czasu, żeby znów wskoczył na właściwe tory 🙂

Ciesz się tym co przyjemne!
Pochwal się jakie masz doświadczenia po wyjazdach. Przejmowałaś/eś się przywiezionym nadbagażem?

Jest 5 komentarzy dla tego artykułu
  1. Poligon Domowy - Kaśka na 14:07

    jak to dobrze, że ja nie mam wagi! hahaha 😀
    a tak serio to po ciąży udało mi się zejść do fajnej wagi i staram się ją utrzymać… chociaż czasem sobie pozwalam na to i owo 😀

  2. blogierka na 16:36

    Oj urlop to TYLKo aktywnie! Inaczej nie umiem odpoczywać 😀
    A jak wiadomo- dużo ruchu to grzechy żywieniowe nie zrobią takiego spustoszenia 😉

  3. Ula z prostoofinansach na 13:27

    Ja też się pocieszam zawsze że dużo się w czasie urlopu będę ruszać. Na co dzień odżywiam się „przemyślanie”, ale na wyjeździe to bardzo trudne. Ostatnie 4 dni w Sudetach szybko udało mi się błyskawicznie zniwelować i był ten przyrost bardzo nie wielki. Ciesze się, że nauczyłam się dobrze wybierać jedzenie nie domowe. U mnie przede wszystkim warzywa i ciemne pieczywo 🙂

  4. Bieganie Uskrzydla na 23:11

    Mój plan na urlopowe dni? Bieganie! W poprzednim roku mało było czasu na tego typu przyjemności, ale w tym zdecydowałem się na udział we wrześniowym maratonie we Wrocławiu, więc jestem już zmuszony regularnie trenować. Mam nadzieję, że tak jak TY, znajdziemy czas na swoje pasje w czasie urlopu. Pozd. Kamil 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.