Od bałaganiarza do pedanta – jak się nauczyć szybko i dokładnie sprzątać

Od bałaganiarza do pedanta – jak się nauczyć szybko i dokładnie sprzątać

Wracasz z pracy , rozbierasz buty, płaszcz, odkładasz torebkę i mkniesz z torbami do kuchni. Stop. Odwróć się za siebie. Co widzisz? Buty rozwalone na pół przedpokoju, płaszcz przewieszony przez krzesło, torebka na stole, który przed chwilą mijałaś i co? Bałagan gotowy. Ile zyskałaś czasu na tej trasie? Dziś parę słów o tym jak ogarnąć domowe tornado. Jeśli nie pokażesz dziecku co jest właściwe a co nie, to skąd ma wiedzieć jak postępować? Jeśli nie nauczyłaś się, co jest porządkiem a co bałaganem, to skąd masz wiedzieć jak sprzątać? Jeśli natomiast jesteś leniem to nie mam dla Ciebie rad. Lenistwo powinno być karane 😉

Zanim zamieszkałam w swoim mieszkaniu wydawało mi się, że potrafię sprzątać. Wydawało mi się! W moim rodzinnym domu sobota była dniem porządków. Nie cierpiałam tego dnia. Wstawałyśmy z siostra rano, ja szłam na zakupy, ona robiła śniadanie, a potem myk – do szmaty. Przy super szybkim tempie udawało nam się skończyć w okolicach 15:00. Super! Pół dnia w dupie!
W zasadzie dało się ogarnąć temat wcześniej ale nadawało się tej procedurze taki wymiar, że wręcz nie wypadało. Przyjęło się, że jeśli robisz coś szybko to na ogół niedokładnie.

Kiedy zdecydowałam się na wyprowadzkę z rodzinnego domu, nie było łatwo. Wszystko to, co do tej pory było podzielone pomiędzy mnie, siostrę i mamę, nagle okazało się być tylko moje. Niestety nie mowa o nowej torebce tylko o domowych porządkach. Problem polegał na tym, że moja głowa nie bardzo to ogarniała. Miałam ogromny problem z wszystkim. Znaczy potrafiłam wszystko wykonać ale nie potrafiłam ogarnąć systemu. W domu rodzinnym, dowodzącym akcją zawsze była mama. W tygodniu zlecała zajęcia przez telefon a w weekend face to face. W moim mieszakaniu, niestety dowodzącego nie było. Była tylko kontrola jakości ze strony współlokatora.

Początki były ciężkie. Awantury o odpowiedzialność za bałagan były w cotygodniowym harmonogramie 🙂

Chciałam być dobrą Panią Domu. Wiedziałam, że porządek jest czymś fajnym, że przyjemniej brać kąpiel w lśniącej łazience i, że mój współlokator Stasiek jest osobą lubiącą ład i skład. Zawzięłam się i postanowiłam ogarnąć temat.

Spędziłam całą sobotę na sprzątaniu. Wszystko lśniło jak z reklamy finish. Wszystko, oprócz mnie. Byłam wypompowana, zmęczona i zniechęcona. Po trzech dniach mieszkanie wyglądało dokładnie tak samo beznadziejnie jak przed sprzątaniem. Ten dzień był rewolucyjny…

Usiadłam na spokojnie i zaczęłam analizować co jest nie tak. Skąd bierze się aż taki bałagan, skoro mieszkamy tylko we dwoje? Czy utrzymanie mieszkania w czystości jest w ogóle możliwe?

Po paru tygodniach obserwacji naszego systemu korzystania z mieszkania, znalazłam odpowiedź na wszystkie pytania. Jak teraz działam?

  1. Nigdy nie sprzątam w soboty
    Mam traumę z dzieciństwa. Sprzątanie w sobotę zabiera Ci połowę weekendu. Nie ma opcji. Sobota to mój ulubiony dzień tygodnia. Na ogół zaczynam go bieganiem, później przygotowuję najlepsze śniadanie i na ogół wychodzę z domu. Latem spędzam czas u rodziny na wsi. Poza sezonem mam czas na spokojne 7 godzinne zakupy w centrum handlowym albo na te zajęcia, których nie mogłam zrealizować w tygodniu.
  2. Każdy zna swoje obowiązki
    Od zawsze wiedziałam, że w moim związku i w moim domu nie będzie miejsca na stereotypy. Nie ma czegoś takiego, że za utrzymanie w domu porządku jest odpowiedzialna tylko kobieta. Moja teściowa miała trzech synów i jakoś wszyscy razem sprzątali. Nikomu się krzywda nie stała. Ja też skorzystałam z tego wzoru. Każdy z nas robi to, co wychodzi mu najlepiej. Podział obowiązków jest mniej więcej równy. Jeśli wiem, że mój mąż nie potrafi i nie lubi prasować to go do tego nie zmuszam. Z kolei ja nie cierpię wszystkich czynności związanych ze zmywarką. Jemu wychodzi to doskonale. No to 1:1 😉
  3. Sprzątamy po sobie
    Nie sztuką jest posprzątać trzeba się nauczyć utrzymywać porządek. Jeśli w jednym mieszkaniu jest czteroosobowa rodzina i każda z osób w ciągu całego dnia nie odłoży na miejsce tylko 2 rzeczy, to niemożliwe jest żeby nie zrobił się bałagan. Zobacz: jedno mieszkanie, jedna rodzina, jeden dzień, dwie rzeczy a taki bałagan.
    U nas zasada jest jedna. Używasz – chowasz. To 100% zaoszczędzonego czasu na – UWAGA – przygotowanie mieszkania do sprzątania. Pfff.. niestety, ale żeby zacząć sprzątać, najpierw musisz się odkopać ze zbędnych gratów czyli ciuchów, ładowarek, notesów, korespondencji itp.
  4. Każdego dnia coś
    Ja nie mam jednego dnia na sprzątanie bo po prostu szkoda mi na to życia. Porządki nie są ani fascynujące, ani edukacyjne a już na pewno mało przyjemne. Mam w życiu wiele fascynujących zajęć do zrobienia. Sprzątania na tej liście nie ma!
    Problem znalezienia czasu na sprzątnie rozwiązałam bardzo szybko. Jeśli każdy z nas zostawia po sobie porządek, to kwestia sprzątania ogranicza się do takich czynności jak:
    odkurzanie, mycie podłóg, czyszczenie łazienki, pranie i prasowanie.  Jak widzisz czynności jest pięć. Dni tygodnia (pracujących) też jest pięć. Prosty wniosek. Każdego dnia tygodnia robię jedną rzecz. Jeśli Ci wygodniej, możesz podzielić te czynności na pomieszczenia np. dziś sprzątam kuchnię, jutro łazienkę a pojutrze salon jak wolisz. Profitów z tego tytułu jest mnóstwo:

    • nie odczujesz tego czasowo bo robisz jedną rzecz więc ekspresem temat załatwiony
    • wpadasz w fajny rytm dzięki czemu masz porządek cały czas
    • sprzątasz dokładniej bo nie robisz tego z perspektywą, że jeszcze milion innych kątów do ogarnięcia
    • nie masz zaległości (np. z praniem) bo robisz to w określony dzień, niezależnie od objętości koszyka na pranie (jak jest pusty to masz wolne 😉 )
    • czerpiesz z tego przyjemność bo masz ciągle porządek
  5. Nie zbieram graciarstwa
    Zmorą fanatyków designu są graty. Graty to te bibeloty – zapychacze mebli. Nie lubię tego. W swoim mieszkaniu nie mam żadnych figurek, pustych wazonów, dziwnych tac i pustych świeczników. Nie lubię tego i nie kupuję. Jak dostaję w prezencie, chowam gdzieś głęboko. Sorry… ale jak ktoś wbija na urodziny z jakimś chopkiem ustruganym z czegoś, to nie wiem po co przyszedł skoro wcale mnie nie zna 🙁
    Nie mówię, że masz mieć pusto jak na sali operacyjnej ale zanim zapełnisz swoje regały, rusz głową i pomyśl jak się będzie tego używało na co dzień. Nic tak nie zabiera czasu podczas sprzątania jak porządki na domowych ołtarzykach. Jeśli masz dziecko to wiesz o czym mówię 😉

Życie w ładzie i porządku jest na prawdę fajne i przyjemne. Wcale nie musisz poświęcać na sprzątanie połowy życia. Nie marnuj czasu na misje sprzątania całodniowego. Zorganizuj się porządnie a sobotnie poranki poświęć rodzinie i przyjaciołom. Pracujemy cały tydzień, niech weekend będzie na to co przyjemne a nie obowiązkowe 😉

cleaning-268134_1280

Jest 2 komentarzy dla tego artykułu
  1. Pingback: Jak przeżyć życie dwa razy – sztuka organizacji w 5 krokach | KasiaUminska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.