Nowa dieta – #4 tydzień – podsumowanie i wnioski

Nowa dieta – #4 tydzień – podsumowanie i wnioski

Te cztery tygodnie minęły jak z bicza strzelił. Kiedy przymierzałam się do wyzwania 3 x NIE dla głównych alergenów wydawało mi się, że porażka będzie szybciej niż start. Dziś dobiega końca ostatni dzień. Ten czas wiele zmienił w moim życiu. Tak wiele, że część z tych zmian zostaje ze mną na stałe.

Podobnie jak ponad 70% naszego społeczeństwa nie wyobrażałam sobie dnia bez pieczywa. Nie żebym była jakimś zapaleńcem ale niektóre potrawy jak na przykład jajecznica, podana bez pieczywa w myślach traciła sens. Tymczasem mam za sobą równy miesiąc bez ani jednego okruszka. I wiesz co? Było tak łatwo, że aż jestem w szoku. Myślałam, że pieczywo i produkty mączne to będzie ten składnik, bez którego będzie mi najciężej. Okazało się, że wcale nie. Szczerze mówiąc ani razu o nim nie pomyślałam.

Jestem mleko maniakiem. No może nie w sensie czystego mleka bo takie pijam tylko do kawy ale nabiał to moja ulubiona grupa składników pokarmowych. Kocham sery, serki, kefiry i te wszystkie inne białe szaleństwa. Kanapka z twarogiem, jogurt z owocami, serek wiejski z ogórkiem czy mozzarella z pomidorem. To moi faworyci.  Jadałam do tej pory takie połączenia codziennie. To właśnie tego brakowało mi najbardziej.

Cukier. Był kryzys. Jeden solidny, kilkudniowy. Przetrwałam ale nie powiem, żeby był to dla mnie miły czas. Wiedziałam, że muszę. Tylko przez wytrwałość będę w stanie określić 100% efektów jakie dała trzydziestodniowa dieta.

Jak pisałam przed rozpoczęciem to właśnie na eliminacji tych trzech wspomnianych grup chciałam się skupić. Swoje założenia oparłam o opinię najwiarygodniejszych dla mnie autorytetów z dziedziny odżywiania i szczerze mówiąc nie żałuję. Widzę po swoim organizmie jak wiele daje zwykła zmiana jadłospisu i jak niewiele trzeba, żeby osiągnąć sukces.

Jak to wyglądało?

Mój jadłospis w zasadzie miał bardzo stały schemat:

  • śniadanie
    Zawsze w oparciu o jaja. Codziennie przez 30 dni jadłam na śniadanie 4 jaja w przeróżnych konfiguracjach. Jajecznica, sałatka, sadzone, gotowane na miękko, na twardo. Do woli. Zawsze w połączeniu z warzywami. Najczęściej starałam się jeść kiszonki (ogórki, kapustę) bo tak smakowało mi najbardziej i dzięki takim skrajnym smakom nawet przez moment nie myślałam o braku pieczywa.
    IMG_0121
  • obiad
    Zawsze mięso. Na ten cały czas przestawiłam się tylko i wyłącznie na mięso czerwone (wieprzowina, wołowina). Raz tylko spróbowałam drobiu ale niestety szybko okazało się, że to nie był dobry wybór. Z racji, że miałam obostrzenie w postaci ograniczenia do dwóch porcji węglowodanów dziennie musiałam je rozdysponować na cały dzień. Wybrałam obiad i podwieczorek bo z drugich śniadań zrezygnowałam a kolację zawsze jem bez węglowodanów więc żadna dla mnie nowość. W konsekwencji mój obiad codziennie wyglądał jak z polskiego stołu. Kawałek mięsa z ziemniakami albo kaszą i surówka. Mnóstwo surówki.
  • podwieczorek
    Zawsze owoce. To była taka chwila przyjemności. Kocham owoce i nawet nie myślę o jakiejkolwiek diecie z ich ograniczeniem. Porcja w ciągu dnia sięgała około 300-400 gram więc bardzo dużo. Łączyłam je zawsze z porcją tłuszczu w postaci orzechów albo awokado. Parę razy próbowałam z tłuszczem kokosowym ale dwa pierwsze rozwiązania były dla mnie smaczniejsze.
    dieta_podsumowanie
  • kolacja
    Ryba albo mięso. Co prawda szczerze się przyznaję, że ominęłam mnóstwo kolacji bo często jedząc podwieczorek między 17 a 18 trudno było wcisnąć jeszcze kolację około 20. Jeśli jednak dzień był dłuższy a posiłki przesuwały się w czasie na kolację jadłam porcję ryby pieczonej albo wędzonej z warzywami albo kawałek mięsa z surówką.
    dieta_podsumowanie2

Ten schemat towarzyszył mi przez cały miesiąc i nieskromnie powiem, że moim zdaniem był idealny.

Jak zdrówko?

Wiedziałam, że jednym z celów tej diety jest poprawa zdrowia. Każdy z wyeliminowanych z menu alergenów miał spełnić swoją funkcję.
Brak pszenicy  – poprawić jakość skóry i kondycję trzustki bo jak wynika z najnowszych badań pszenica jest na tyle przetworzona, że bardziej wpływa na naszą wrażliwość insulinową niż cukier.
Brak nabiału    – unormować gospodarkę hormonalną (głównie hormonów mających wpływ na cerę) ze względu na zawarty w nich estrogen pochodzący z mleka krowiego
Brak cukru       – wspomóc regenerację wątroby i wyregulować rozchwiany mechanizm głodu i sytości

Przed rozpoczęciem diety wykonałam wszystkie podstawowe badania. Najbardziej byłam zainteresowana poziomem cholesterolu bo to była okazja, żeby obalić (na własnym doświadczeniu) mit na temat wpływu nadmiaru spożywanych jaj na jego poziom. Dziś mam w ręce ponowiony po miesiącu wynik lipidogramu. Cholesterol spadł !
W zasadzie jadłam przez ten czas wszystko co w teorii powinno maksymalnie negatywnie wpłynąć na ten wynik (tłuste mięso, podroby, olej, jajka) a jednak okazało się odwrotnie.

Priorytetem w tej diecie była obserwacja mojej cery. Od długiego czasu borykałam się z problemami skórnymi, z którymi nie dawały rady żadne farmaceutyki. Eliminacja pszenicy, cukru i nabiału dała radę. Już po pierwszym tygodniu widziałam rewelacyjne efekty. W ciągu całej diety na mojej buzi nie pojawił się ani jeden pryszcz. Moja buzia wygląda rewelacyjnie. Tak, jak to było zanim zaczęły się moje zawirowania tarczycowe. To najlepszy efekt diety jakiego mogłam się spodziewać 🙂 🙂 🙂

Jak waga?

Nie ukrywam, że ta dieta nie miała na celu redukcji masy ciała. Kiedyś poświęciłam chwilę i podsumowałam, że mój dzień zamykam z bilansem energetycznym bliskim 2600 kcal. To sporo. Jednak jak praktyka pokazała, kaloria kalorii nierówna. Prowadząc taki jadłospis schudłam. Obecnie ważę 2,5 kg mniej niż na początku. Oczywiście przypisuję tą zasługę w głównej mierze całkowitej rezygnacji z cukru.

Jakie porażki?

W zasadzie przyszło tak gładko, że mogę podsumować ten miesiąc jednym wielkim plusem. Jedynym postulatem, którego nie dotrzymałam była kawa bez mleka. Nie dało się. Tak bardzo lubię te połączenie, że nie byłam w stanie z niego zrezygnować na dłużą metę. Lubię kawę białą i taką piję. Próbowałam połączeń z mlekiem roślinnym ale nazywanie wody po wymoczonym ryżu/kokosie czy płatkach mlekiem jest dużym nieporozumieniem. Kawa tylko z mlekiem krowim.

kawa_filiżanka

Co dalej?

Na pewno wiele z dotychczasowych nawyków zostaje na stałe. Jako pierwszy – śniadanie bez węglowodanów. Przekonałam się, że pierwszy posiłek w ciągu dnia oparty o źródło dobrego białka i tłuszczu to strzał w dziesiątkę dla mojego metabolizmu. Nie mam uczucia głodu po dwóch godzinach od zjedzenia jak to było w przypadku owsianki z owocami. Śniadanie bez źródła węglowodanów daje mi sytość na prawie 5 godzin. Co więcej, jedząc ten typ śniadania nie mam problemu z łaknieniem na słodycze, które powstawało w porze drugiego śniadania (na ogół do kawy).

Wraca nabiał. To na pewno. Za bardzo mi go teraz brakowało. Na początku stopniowo i na pewno nie codziennie. Jednak nie chcę go eliminować całkowicie. Za bardzo go lubię 🙂

Pszenica na zawsze wypada z jadłospisu ale chleb wraca. Podjęłam decyzję, że pieczywo wróci do menu bo dobrej jakości chleb jest doskonałym źródłem węglowodanów szczególnie ważnych w czasie okołotreningowym. Będzie to pieczywo 100% żytnie z mąki z pełnego przemiału. Będę go wypiekać w domu. Troszkę czasu minie zanim wyhoduję zakwas i dojdę do wprawy ale skoro do tej pory radziłam sobie bez pieczywa, nigdzie mi się nie spieszy.

Cukier. To jemu poświęcę najwięcej uwagi. Kryzys cukrowy, który miałam w trakcie trzeciego tygodnia uświadomił mi jak bardzo mój organizm jest od niego uzależniony. Nie chcę żeby tak było dlatego muszę bardziej kontrolować jego obecność w moich cheat meal’ach. Na pewno nie będzie tak jak do tej pory, że będę sobie pozwalać na słodycze raz czy dwa w tygodniu. Myślę,że raz na trzy, cztery tygodnie będzie z korzyścią dla mojej cery, zdrowia i figury.

Teraz będę prowadzić swój jadłospis intuicyjnie i na bieżąco obserwować swój organizm jak reaguje na różne połączenia. Kto wie, może za jakiś czas się okaże, że będę musiała moje 30 dniowe wyzwanie wdrożyć na stałe 😉

Buzi :*

 

Jest 1 komentarz dla tego artykułu
  1. Ania na 18:37

    Podziwiam wytrwałość. Ja jestem bardzo uzależniona od pieczywa – ze słodyczy mogłabym zrezygnować, ale co to za jajecznica bez pieczywa ;);) Z zainteresowaniem przeczytałam Twoje podsumowanie – i tak jak sądziłam – mit jajek i ich wpływ na cholesterol jest tak już silnie zakorzeniony, że trudno z nim walczyć. Zatem ludziska – apeluję – jedzmy jajka 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.