Nowa dieta – #2 tydzień – efekty

Nowa dieta – #2 tydzień – efekty

Nawet szybko to minęło. O wiele szybciej od pierwszego tygodnia. Co się wydarzyło? Co wypaliło a co się zmaściło? Z jednej strony z tygodnia na tydzień jest łatwiej. Mam już swoje triki i szybkie pomysły na posiłki ale z drugiej strony mój organizm też już ma swój własny pomysł na tą dietę. 

Jak już wspominałam we wpisie o pierwszych komplikacjach nie wszystko poszło tak gładko jak zamierzałam. Musiałam wprowadzić pewne modyfikacje, które pozwoliły mojej psychice na skupienie się na aspektach zdrowotnych diety a nie na szukaniu alternatyw dla punktów zakazanych. W zasadzie zbawienne okazało się powrotne zastosowanie mleka do kawy. Pierwotne założenia diety zakładały jego całkowitą eliminację. Kompromisem z mojej strony jest ograniczenie kawy do jednej dużej filiżanki dziennie z jak najmniejszą ilością mleka. Moje kochane cappuccino póki co idzie w zapomnienie. Swoją drogą wbrew pozorom wcale nie trzeba rezygnować z pysznej kawy w kawiarni. W każdej sieciówce i nie tylko możesz zamówić po prostu czarną kawę z mlekiem serwowanym osobno (także w wersji odtłuszczonej, jeśli chcesz) i sama zdecydować jaką ilość dodasz. Fajnie, prawda?

Kwestia dyskomfortu trawiennego po zwiększonym spożyciu wieprzowiny powoli mija. Staram się znaleźć balans pomiędzy wieprzowiną, wołowiną a daniami bezmięsnymi. W ostatnim tygodniu jeden obiad przygotowałam w oparciu o drób. Wszystkie pozostałe składniki (porcję węglowodanów i surówkę) zostawiłam w ilości „jak zawsze”. Byłam głodna po 1,5 godziny. Ten sam obiad w oparciu o tłustą wersję mięsa lub strączki syci mnie na 4 godziny najmniej. Duża różnica prawda?

Przestawienie pory spożywania owoców na po obiedzie doskonale się spisała. Po pierwsze ułatwia życie ponieważ pakuję do pojemnika ulubione owoce z orzechami lub awokado i lunchbox gotowy. Mogę go zabrać wszędzie! Nie wymaga podgrzewania ani innego specjalnego traktowania. Otwieram – zjadam – działam dalej. Bomba! Jest jeden minus. Czasem taki deser syci mnie tak bardzo, że mam problem z kolacją. Zjadam ją po prostu bo wiem, że muszę. Są to bardzo małe porcje obejmujące na ogół jakąś porcję ryby i warzywo.

Jak wspominałam na początku jednym z ważniejszych celów tej diety jest poprawienie kondycji mojej cery. Po dwóch tygodniach ponawiam swój samozachwyt. Jestem maksymalnie zachwycona stanem mojej cery. Do tej pory jej kondycja się nie pogorszyła. W połowie przyszłego tygodnia planuję kosmetyczny zabieg oczyszczania twarzy z wszystkich pozostałości a wtedy po kolejnych dwóch tygodniach ocenię czy eliminacja pszenicy i nabiału pomogła.

Z racji, że nie jestem fanem kontroli swojej wagi przez całe dwa tygodnie ani razu nie dokonałam pomiaru. Teraz też mogłabym to ominąć ale pewnie czekasz na info czy to w ogóle zadziałało. Nie zależy mi specjalnie na ubytku wagi bo jako osoba o zachwianej (stale) gospodarce hormonalnej (tarczycowej) nie bardzo mam wpływ na spalanie tkanki tłuszczowej przez mój organizm. Jedyne na co mogę wpłynąć to brak jej wzrostu. Stąd moje zniechęcenie do ważenia się. Wiele z moich koleżanek podejmujących jakąkolwiek dietę ważą się prawie codziennie – absurd. Gdybym robiła tak samo pewnie oprócz Euthyroxu łykałabym jakieś psychotropy na depresję 😉

Po dwóch tygodniach stosowania nowej diety schudłam około 1 kg. To dużo. Nawet na mnie. Ta cyfra w zasadzie nic nie znaczy. Nie dla liczb to robię.

Dla mnie ogromnym plusem jest przede wszystkim odkrycie sposobu na śniadanie, który doda mi energii, odżywi mój organizm i zasyci na długo. Eliminacja węglowodanów to strzał w dziesiątkę. Takie rozwiązanie zostanie ze mną na stałe. To pewne.

Jakie są plany na drugą połowę okresu wyzwania?

  • zmniejszenie porcji – tak, żebym swobodnie potrafiła siadać do kolejnego posiłku z małym uczuciem głodu (głównie do kolacji)
  • więcej kaszy – z uwagi na to, że przez pierwsze dwa tygodnie jadłam ciągle ziemniaki (kaszę może 2 razy), teraz stawiam częściej na kaszę a konkretnie na jaglaną i gryczaną (białą) zamiennie z ryżem.
  • 2 dni na tydzień z jedną porcją węglowodanów – eliminacja węglowodanów z obiadu na korzyść deseru (owoców z tłuszczem)

Te dwa tygodnie tak szybko minęły. Przede mną kolejne dwa. Teraz będzie tylko łatwiej choć nie uważam, żeby było trudno. Póki co, odczuwam tak wiele plusów ze zmiany diety, że jestem zdecydowana wiele z tych zmian zachować w swoim systemie żywienia trwale. Myślę, że jednym z nich będzie eliminacja pszenicy. Zobaczymy 🙂

Póki co walczę dalej 🙂

Love :*

Jest 1 komentarz dla tego artykułu
  1. Pingback: Nowa dieta – drugie komplikacje | KasiaUminska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.