Jesteś fit czy shit ?

Jesteś fit czy shit ?

Jeśli nie mieszkasz w jaskini i masz w domu chociażby najstarszy sprzęt przekazujący Ci obraz to potwierdzisz, że w ciągu ostatnich 5 lat społeczeństwo podzieliło się na 4 sektory. Pierwszy – fani burgerów z sieciówki i żarcia z mikrofalówki, drugi – wiszące poślady i brzuchy mający wyj**bane na pojęcie fit & healthy, trzeci – zwichrowani specjaliści pakowania na siłowni i wielbiciele brokułów z kurczakiem no i czwarty – najuboższy w członków – normalni ludzie lubiący aktywnie spędzać czas dokonujący świadomych i właściwych wyborów żywieniowych. Tak … moim zdaniem teraz właśnie tak jest. Albo jesteś fit albo shit..

To nie do końca zdrowa sytuacja a już na pewno nie normalna. Nie rozumiem tego całego zamieszania wokół szerokiego pojęcia FIT. Czasem mam wrażanie, że co niektórzy zapomnieli tak naprawdę jaka jest definicja bycia fit. Dla mnie sylwetka i styl fit to zdrowie na pierwszym miejscu. Dla mnie. No i może jeszcze paru innych bym znalazła. Dla reszty albo jesteś zwichrowanym fitmaniakiem albo obwisłym spaślakiem.

Jak zaglądam na te miliony stron wypchanych selfie po brzegi zastanawiam się o co tym ludziom chodzi? Czy aktywność fizyczna musi Cię zaprowadzić na zawody kulturystyczne? Czy bieganie mniej niż 5km powyżej 30 min to już wstyd? Jakie znaczenie w chwili obecnej ma słowo motywacja?

Jeśli do dbania o siebie motywują Cię czyjeś półnagie zdjęcia podkręcone w photoshopie to nie czytaj dalej bo nie rozumiemy się wzajemnie więc szkoda Twojego czasu.

Nie mam nic przeciwko takim zdjęciom ale moim zdaniem nazywanie ich motywacją jest co najmniej żenujące. Gratuluję tym osobom wytrwałości i samozaparcia ale może pochwalą się jak osiągnęli taką sylwetkę? Ile wyrzeczeń i poświęcenia to kosztowało? Co jest motywującego w tym, że ktoś codziennie je to samo, potem jednego dnia wypija 8 litrów wody na następny dzień zjada sam ryż a po zawodach ląduje z dumą w Mc Donalds’ie? Czy to jest motywacja do bycia fit? Dla mnie nie.

Jeśli czytasz mojego bloga to przypuszczam, że jesteś osobą, która choć trochę pokosztowała życia fit i może nawet Ci się spodobało. Jak przypuszczam szukasz tu rad i wiedzy jak utrzymać nienaganną sylwetkę albo osiągnąć jeszcze lepszą. Cieszę się bo utrzymywanie właściwej masy ciała to jeden z filarów życia w zdrowiu.

Kiedy idziesz na trening i dajesz z siebie 100% to chudniesz w oczach prawda? Kiedy ćwiczysz brzuch i przy ostatnim powtórzeniu już ledwo zipiesz to patrząc w lustro widzisz ten sixpack co? nieważne, że oblany warstwą podskórnej wody i tłuszczyku ale jest ! Znam to. Też tak mam. Jak zrobię trening to moje lustro nabiera lepszych właściwości niż nie jedno w sklepie z ciuchami. Chudnę w oczach! Szkoda, że pod prysznicem jakoś tak zmywam z siebie to „ubranie” i kolejne starcie z lustrem już nie jest takie fajne.

W każdym bądź razie na każdym treningu chcesz być lepsza/y prawda? Ja też.
Jak patrzysz po treningu w lustro to widzisz w tym sens prawda? Ja też.
Jak kupujesz następne spodnie o rozmiar mniejsze to jesteś z siebie dumna co? Ja też.
A czy masz sixpack na brzuchu? Nie? Ja też nie.
Powiem więcej. Jeśli liczysz na to, że jedząc zdrowo i ćwicząc tak jak do tej pory czyli na 100%, będziesz go miała to już Ci powiem, że nie. Nie łudź się.

Jestem przekonana, że masz silne i mocne mięśnie. Ja też.
Ale żeby były widoczne potrzebujesz masy przygotowań.
Po pierwsze właśnie tej monotonnej diety o której pisałam wyżej.
Po drugie eliminacji produktów, które zatrzymują wodę podskórną (np. nabiał)
a po trzecie… musisz na treningu przekraczać „strefę komfortu” a ta… nijak ma się do czerpania przyjemności z aktywności fizycznej. Nie mam na myśli omijania zmęczenia bo to jest niezbędne podczas treningu i tak właściwie taki jego sens. Mam na myśli ciągłe realizowanie zamierzonego planu. Ciągłe dążenie do wymagania od siebie czegoś więcej niż utrzymania dobrej kondycji i nienagannej sylwetki.

Sens tego tekstu jest jeden. Jeśli liczysz na super body musisz przejść na sektor fitmaniaków. Jeśli masz to gdzieś to w zasadzie i tak Cię podziwiam, że czytasz to zdanie i że jakkolwiek tu trafiłeś. Mam nadzieję, że tak samo będziesz to miał gdzieś machając mi z okna oddziału onkologii za jakiś czas (w najlepszym przypadku). Jeśli jednak zależy Ci na tym co z definicji jest fit to przestań mieć cel, który chcesz zobaczyć w lustrze. Zmień go na jeden – zdrowie. Znajdź w aktywności przyjemność a w zdrowej żywności smak.

Pamiętaj, że moda na ten kulturystyczny rodzaj sylwetki minie wcześniej czy później a zmiany, które zajdą w Twoim organizmie będą nieodwracalne. Wcześniej czy później będziesz zmuszona zwolnić tempo. Jeśli jednak świadomie wybrałaś tą drogę i taki jest Twój cel to pamiętaj, że zaliczasz się do grona sportowców a Oni poświęcają zdrowie dla pasji i pracy jaką wybrali.

Wiadomo, że truchtając codziennie 3 km tempem żółwia nie będziesz wyglądać jak …. (wpisz kogo chcesz) ale czy sensem życia jest dążenie do tego, żeby być jak ktoś? Czy ważniejsze jest żeby być najlepszą wersją siebie? W życiu najważniejszy jest balans. Nie tylko na talerzu!
Usiądź na chwilę i zastanów się, w którym sektorze chcesz zając miejsce!

Jest 3 komentarzy dla tego artykułu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.